 |
Wejście do mariny Las Galetas |
Droga na jacht odbyła się szybko. Ponton na wodę, bagaże na ponton, my obok bagaży i wiosła w ruch. Po kilkunastu minutach byliśmy na jachcie, a niedługo potem zaszło słońce. Później trwało powitanie i pożegnanie (dotychczasowi pasażerowie następnego dnia schodzili na ląd i wracali do Polski).
 |
Na kotwicowisku pod Las Galletas |
Właściwie dopiero rano mogłem nacieszyć oczy widokiem portu i jachtów na kotwicowisku. Większość dnia przeznaczyliśmy na pakowanie, przepakowywanie i rozpakowywanie, zagospodarowanie przestrzeni. Zerkając co chwila za burtę, zaczynałem rozkoszować się widokiem Teide od którego szczytu odrywały się kłęby obłoków i ruchu na wodzie. Jachty które stały obok nas w nocy odpłynęły, a na ich miejsce przypłynęły nowe. Do końca tego dnia odpoczywaliśmy po długiej nocy.
Po kolejnej nocy i długim śnie na wodzie zabraliśmy się do drobnych prac przed wypłynięciem spod Las Galletas. Na ten lub kolejny dzień byliśmy umówieni w San Sebastian de La Gomera. Postanowiliśmy, że rano tylko przeszyjemy drobne przetarcia nici na żaglach i zrobimy serwis silnika przyczepnego, a potem ruszymy w drogę. Podczas rozwijania genuy z rollera okazało się, że mechanizm rolujący żagiel pracuje z dużymi oporami więc przy okazji zabraliśmy się do jego zdjęcia i oczyszczenia.
 |
Widok na Teneryfę (wulkan Teide) i San Sebastian
de la Gomera na pierwszym planie |
Kotwicowisko opuściliśmy już po zachodzie słońca. A z nowym dniem wpłynęliśmy do portu San Sebastian gdzie już czekał na nas Adam ze swoim katamaranem Pia i jego dzielną pięcioosobową załogą, która niecałe 12 godzin wcześniej przypłynęła z Madery (tam mieli krótki, jednodniowy postój po przelocie z Gibraltaru i Palmy de Mallorca na Morzu Śródziemnym).
 |
Wiatr i chmury
kilkaset metrów nad poziomem morza |
Po porannym powitaniu zebraliśmy się dwiema załogami, w dziewięć osób, na wycieczkę po wyspie. Objechaliśmy ją dookoła, zaliczyliśmy kąpiel w spienionych falach oceanu, w górach przejeżdżaliśmy przez chmury zmieniające momentalnie letnie słońce w jesienne mgły i zjedliśmy wspaniałą kolację w lokalnej restauracji.
Wieczór zamknęliśmy na katamaranie z gitarą i śpiewem (dzięki któremu znalazła się jeszcze jedna polska załoga, która szybko do nas dołączyła). Późnym wieczorem przenieśliśmy się na pobliską plażę by nie przeszkadzać innym śpiącym w porcie żeglarzom.
Następnego dnia oba spotkane w San Sebastian polskie jachty odpłynęły na Teneryfę. My zostaliśmy. "Prawie" niezwłocznie zabraliśmy się do prac przygotowawczych do zbliżającego się rejsu. Po kilku dniach prac, oczekując na dostarczenie zamówionego pontonu z silnikiem, wybraliśmy się na la Palmę.
 |
San Sebastian de la Gomera |
 |
San Sebastian de la Gomera |
 |
Marina La Gomera |
 |
"Kultura jest za darmo!" :) |
 |
Smaki nocy, smaki podniebienia. |
 |
Zachód Wenus i noc nad wodą |
 |
Do muzyki przyciągnęło też Irlandczyków, przynieśli weselne cygara!
Armator dał się skusić! :) |
Fantastycznie!!! Najbardziej spodobał mi się fragment o kolejnej polskiej załodze, zwabionej Waszym śpiewem :))) Czekam na więcej !!! Pozdrowienia dla wszystkich dzielnych żeglarzy! :)
OdpowiedzUsuń