Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atlantyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atlantyk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 grudnia 2014

Dookoła Win Kanaryjskich - 2. i 3. tydzień.

Zmiana załogi


Z pierwszym składem żeglowaliśmy po Wyspach Kanaryjskich w poprzednim tygodniu. Odwiedziliśmy Gomerę, El Hierro, La Palmę, a w drodze do portu wyjścia na Teneryfie odwiedziliśmy jeszcze raz Gomerę (co było dobrym strzałem, bo trafiliśmy na Fiesta del Vino w
San Sebastian de la Gomera).

7 grudnia z pokładu zeszli Robert z Agnieszką, którzy na Gran Canarię zdecydowali się wracać promem z powodu nasilającego się wiatru oraz Grzegorz i Dorota, którzy kończyli już swój rejs. Do składu dołączył Marcin (na całe dwa tygodnie) i Ewa z Michałem na tydzień.

niedziela, 7 grudnia 2014

Dookoła Win Kanaryjskich - 1. tydzień

Właśnie zakończyliśmy planowany już od końca zeszłego roku rejs pod zamiennie występującym tytułem Dookoła Wysp/Win Kanaryjskich. Zaplanowaliśmy wizytę na wszystkich wyspach archipelagu, degustację lokalnych win i wygrzewanie się przed świętami i atakiem polskiej zimy. Teneryfa, Gomera, El Hierro, La Palma, Gran Canaria, Fuertaventura i Lanzarote - na każdej z wysp spędziliśmy przynajmniej jeden dzień przeznaczony na zwiedzanie najciekawszych miejsc i smakowanie lokalnych dań. Ponad 150 godzin spędziliśmy na wodzie przemieszczając się miedzy wyspami na dwumasztowym jachcie żaglowym Sifu of Avon.

niedziela, 5 stycznia 2014

Dwa krótkie pobyty na St. Vincent

W ostatni dzień 2013 roku odprawiliśmy się w Soufriere i ruszyliśmy na następną wyspę. Plan: Sylwestra spędzamy na St. Vincent w zatoce Cumberland Bay. Podobno miła zatoczka, podobno fajna atmosfera, podobno fajni ludzie tam kotwiczą.

Odpłynięcie z St. Lucii trochę nam się przedłużyło i Sylwestra czasu polskiego spędzaliśmy na wodzie. Sylwestra czasu UTC spędziliśmy też jeszcze na wodzie, ale szampana zgodnie z czasem lokalnym otworzyliśmy stojąc już na kotwicy w północnej części zatoki o 00:00 z 31 grudnia 2013 na 1 stycznia 2014.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Dopływamy do Martyniki - 4. tydzień

Dzień 11 od opuszczenia Cabo Verde (22 od San Sebastian de La Gomera) - 17.12.2013 - wtorek - 155,1nM (2415,3nM)

Dokładnie tydzień. Tyle czekaliśmy na jakikolwiek obiekt na wodzie (oczywiście z tych wykonanych ludzką ręką). Pojawił się ...i to całkiem duży.

10 grudnia miałem trzygodzinną wachtę po północy kiedy przechodził nam przed dziobem katamaran. Dzisiaj pomiędzy 3, a 6 rano, podobnym kursem względem nas, tylko w większej odległości, przedefilował przed nami jakiś rzęsiście oświetlony tankowiec, kontenerowiec, czy inny drobnicowiec. Z tej odległości na horyzoncie było widać jedynie przesuwający się pasek światła - i to też tylko wtedy kiedy byliśmy akurat na szczycie fali. Przed 6tą rano zniknął za horyzontem odpływając w kierunku Barbados, Gujany francuskiej, czy Wenezueli.

Dzisiaj od rana wiatr słabnie. Pomału, ale konsekwentnie. Już zdjęliśmy ostatnie refy z genuy, oceaniczne fale są zauważalnie niższe i znacznie rzadziej załamują się ich szczyty. Jakby na zakończenie wietrznej pogody (w szkwałach dochodziło dwa dni temu do 38-43 węzłów) - jedna z załamujących się tuż przy nas i idących pod kątem do innych rzuciła Indrą o jakieś 70-90 stopni w lewo, a następna obróciła o prawie 180 stopni w prawo, przechylając jednocześnie prawie do poziomu i zanurzając w wodzie spinakerbom służący jako wytyk genuy.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Atlantyk, odbijamy na zachód - 2. tydzień

Dzień 8 - 3.12.2013 - Dzisiaj pokonaliśmy 108.65nM (Od wyjścia z Gomery - 760.1nM)

Ósmy dzień żeglugi z Kanarów na Karaiby. Jeszcze nie minęliśmy Cabo Verde. Od czwartej nad ranem do siedemnastej, ponad 12 godzin, wiał piękny wiatr z północy - 13-15 węzłów. Pędziliśmy po 6-7 węzłów w kierunku Sao Vicente gdzie chcemy (a właściwie musimy) zrobić postój na dotankowanie diesla i uzupełnienie wody. Wody wystarczyłoby nam jeszcze na całą trasę i jeszcze trochę, ale przez słabe wiatry i goniące nas terminy spaliliśmy prawie całe paliwo.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Ruszamy na Atlantyk - 1. tydzień

Udało się wreszcie wyruszyć. Po przygotowaniach, po zgubieniu pontonu, po zamówieniu nowego przez e-bay w Anglii i przedłużającym się oczekiwaniu na dostarczenie, ostatecznie wypływamy. Poniedziałek - 25.11.2013 - otrzymujemy informację, że ponton utknął w urzędzie celnym w Hiszpanii, a zgodnie z pierwotnymi ustaleniami już tydzień wcześniej miał być na Kanarach. Dokładniejsze rozpoznanie sprawy przynosi informację, że nie zapowiada się by dinghy dotarła do nas przed świętami.

Huzar podejmuje męską decyzję. Wycofuje zamówienie ze względu na nie wypełnienie zobowiązań sprzedawcy, robimy ostatnie zakupy, uzupełniamy wodę, paliwo i we wtorek 26.11.2013 tuż przed wschodem słońca wyruszamy z San Sebastian de la Gomera. Zakładany następny port wejścia: Le Marin na Martynice.


piątek, 15 listopada 2013

A La Palma przywitała nas deszczem...

Cały dzień świeciło słońce. Od wyjścia z portu tuż przed południem, do samego zmierzchu. Kiedy godzinę później wchodziliśmy do portu - padało.

Ale to na La Palmie - wcześniej była Gomera.

Po tygodniu prac przy jachcie wreszcie jest gotów do drogi. Niestety nieprzewidziane zdarzenie zmusza nas do czekania na przesyłkę z kontynentu. Prawdopodobnie do końca przyszłego tygodnia jesteśmy uziemieni na Wyspach Kanaryjskich. Opierając się na ogólnie znanej wiedzy, iż w portach jachty gniją, a żeglarze schodzą na psy, stwierdziliśmy, że dość już tego schodzenia i wychodzimy.

sobota, 9 listopada 2013

Podróż atlantycka - prolog



Pod lotniskiem Tenerife Sur
Nadszedł ten czas. Po opuszczeniu miejsca pracy i pożegnaniu na kilka/naście tygodni z najbliższymi wylądowałem na Aeropuerto de Tenerife Sur Reina Sofía. Wyjście z samolotu już było miłe. Po chłodzie i rozpoczynających się późnojesiennych deszczach w Polsce, ciepłe powietrze które mnie otoczyło było pierwszym świadectwem zbliżającego się odpoczynku.

Zdjąłem z taśmy torbę 19kg, plecak 14kg znalazłem autobus do Los Christianos i już w pół godziny po wylądowaniu byłem w drodze. Tam przesiadka do kolejnego autobusu do Las Galletas i za 15 minut wypatrywałem masztów zwiastujących marinę i kotwicowisko.