Cały dzień świeciło słońce. Od wyjścia z portu tuż przed południem, do samego zmierzchu. Kiedy godzinę później wchodziliśmy do portu - padało.Ale to na La Palmie - wcześniej była Gomera.
Po tygodniu prac przy jachcie wreszcie jest gotów do drogi. Niestety nieprzewidziane zdarzenie zmusza nas do czekania na przesyłkę z kontynentu. Prawdopodobnie do końca przyszłego tygodnia jesteśmy uziemieni na Wyspach Kanaryjskich. Opierając się na ogólnie znanej wiedzy, iż w portach jachty gniją, a żeglarze schodzą na psy, stwierdziliśmy, że dość już tego schodzenia i wychodzimy.



